metamorfoza

 

podobno istniejesz

i między wargami dojrzewasz

aby którejś nocy

w słowo wreszcie się odziać

 

a wtedy wszystko będzie prawdą

---będzie tobą

 

 

1990 

 

 

 

 

 

 

 

 

x x x [dzwon kościelny...]

 

dzwon kościelny uderza na oślep

to w brzuch to w głowę

a czasem tuż obok

---trafia

niesiony oddechem Jego Jedynego

 

dzwon kościelny odkurza salony

wierząc w zamyślenie

lukrowanych węży

 

 

1992

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

x x x [czekając na...]

 

czekając na słońcawschód

obliczam wszystkie swoje

słowa o grotach zatrutych

a w serca bliźnich...

 

nie chcę jednak rozgrzeszenia.

 

i nawet moja z bogiem

zabawa w chowanego

jest   t  y  l  k  o

jeszcze jednym sposobem

na zabicie czasu

 

 

1992

 

 

 

 

 

 

 

 

 

rytuał

 

---wieczorem

z okna mojej samotni

przyszłość świetlaną obserwuję

korowód latarń 

jak ręką miasta zapalniczki "niepokój"

zbudzone ze snu dziennego

otulony czymniewiem

ni snem ni jawą... co wieczór znikam

w milczącej rozmowie

z samym Tobą

 

 

1992

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

na marginesie

 

nie pamiętam

---pamiętam tak niewiele

wiatr deszcz...

i czas

który ślady zaciera

wspomnienia konwertując

formatuje partycje mózgu

i niczego nie kończy

i nie rozgrzesza niczego

                

 

 

2000

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

z prochu w proch

 

Z zawodnych wizerunków swoich

wrócę jeszcze wrócę być może

do zdarzeń przyszłych  przeszłych

wszechobecnie teraźniejszych

---wrócę i powiem że jest niebo pod nami

niebo płynie bo ono to rzeka bo ono istnieje

 

Czasu tajne służby w bezkarności wielmożnej

zakryją swoje twarze (na widok cienia

szaleństwem kreślonego

zakryją...) obłokiem pogardy

 

---wrócę dotykiem dłoni twojej

w bezsenność przeniesiony

opowiem przestrzenie

w których nie zamieszkam

i nie zamieszka trupio-blada myśl

--- moja

co w Twych oczu witraże bezszelestnie

płynąc miłość swą ogłasza

śmiercionośnym zjawom

 

później nic nie będzie

---później będzie Nic

 

                                                                         

2000[+1995]

 

 

 

 

 

 

 

z mostu [pamięci J.M.]

 

dlaczego śniegiem

nie wrócisz

ze śmierci

jak z wycieczki

do ciepłych krajów

 

nie powiesz:

jestem znowu jestem… zobacz!

 

i już zawsze będzie pustka

puste miejsce przy stole

tam gdzie ty

 

---wiem

śniegiem nie wrócisz

a jednak czekam

 

 

2000

 

 

 

 

 

 

 

 

 

x x x [są słowa...]

 

są słowa

które chcę zapomnieć

gdy ciebie dotykam

 

są myśli

jak tysiące noży

gdy jesteś daleko

 

i jest we mnie pewność

że kiedy odejdziesz

nie napiszę wiersza

nie uwierzę bogom

 

w łeb sobie nie strzelę

 

 

2001 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

z rąk opadających

 

 

---bolesna bolesna bolesna

 

tajemnica światła 

jak tysiące noży co jeden po drugim

szuka krwioobjęcia w rozpalonym ciele

 

---bolesne bolesne bolesne

 

każde słowo boga

i zdumienie każde jego szorstkiej dłoni

jak tysiące noży co jeden po drugim...

 

---

 

(i gdzie są teraz

moje żyletki przeciwbólowe?)

 

 

 

2003

 

 

 

 

 

 

 

 

 

x x x [człowiek w człowieku...]

 

człowiek w człowieku

z człowiekiem i dla człowieka

---ginie

pozostawiając po sobie

rdzawy popiół

i wiersz niedokończony

jak zapowiedź wbagnowstąpienia

 

zwabionego próżnością

w marną atrapę człowieczeństwa

 

 

 

2008

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

z cienia

 

już...

już po wszystkim

brzask zasłania oczy

sennym metaforom

 

z dnia nowego tętnem

idź i szukaj siebie

---ty

przed którym niebo

białym wierszem rośnie

idź

i szukaj siebie

 

już po wszystkim...

 

amen

 

 

2008

 

 

 

 

 

 

 

 

x x x [a oto: ty...]

 

a oto: ty

i imię twoje

w szkarłacie na chodniku

w otwartym oknie w sznurze

co jak kobra pętlę swą unosi

---czeka

póki myśli samobójcze

trzymają cię jeszcze przy życiu

łez moich kryształki

w kieszeni ukryte

nie przetną nadziei nie przeniosą źrenic

na granitu płótno skąd imię twoje

 

i moja wina

 

 

 

2008

 

 

 

 

 

 

 

 

 

z nocy

 

---strach

gdy powieki mnożę

gdy do cienia wracam

z absyntem

zatopionym w źrenicach

a snu liną

po raz kolejny

nie udało się zgładzić

brzasku, który płynie

jak czarna dłoni armia

z czarnym łez krwotokiem

i szeptem

otwierającym oczy

na zmartwychwstanie

---moje

 

 

 

2009

 

 

 

 

 

 

 

 

 

x x x [przyszedł cicho...]

 

przyszedł cicho

w snu mojego

karkołomne zmartwychwstanie 

wszedł bez słowa

z bezszelestną przepychanką

drżących istnień

 

przyszedł – przysiadł

nagłym cienia rozproszeniem

czas mój objął

jak anielskich skrzydeł

szalem

 

wybacz Ojcze

 

               ...nie czekałem

 

 

 

2009

 

 

 

 

 

 

 

 

Letarg

 

Prowokacja nie była nigdy

moją słabą stroną

ni tworem serca mglistym

gdzie wódka i wiara

w jednym pniu mieszkają

 

czemu więc mój bracie

tak łatwo mnie objąć?

 

 

 

2009

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

z oczu domykania  [mojemu Tacie]

 

do Bydgoszczy

jeździłeś po nadzieję

---ja

po cud z tobą jeździłem

po okruch cudu

który nie spadł

z ust

wiedzy tajemnej

magów onkologii

 

a czas się domykał

 

i przyszedł...

czarny dzień z czarnym niebem

i krwią czarną

w krwiobiegu wstrzymanym

 

---przyszedł 

beznadziei ostrzem

znacząc moją duszę

jak tatuażem twoim...

                 błogouśpionym

 

 

 

2009

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

z lęku

 

zmarzłem...

pełnia lata

a ja

trzęsąc się z zimna

w słonecznika cieniu

---stoję

próbując ogrzać

się ogrzać próbując

myśli korowodem

dobrych myśli

ciepłych...

 

tak bardzo

boję się wyśnić

---ciebie

i wszystko co twoje

i wszystko co z tobą

i Bóg z tobą wszystko

Bóg i wszystko... Słońce

--- z tobą

 

zmarzłem

pełnia lata

a ja...

 

 

2011

 

 

 

 

 

 

 

 

prolog epilogu

 

szukam miejsca dla siebie

w oczach współplemieńców

i w sobie

i w sobie na obraz Twój podobnym

 

a miejsca trzeba mi niewiele

byle oddech złapać

byle z martwych duszę dźwignąć

do następnej Larw procesji...

 

szukam miejsca

by z obłędu się rozliczyć

 

i z ciebie

 

 

 

2013

 

 

 

 

 

 

 

 

 

xyz

 

wiedz że można się dowcielić

dokompletować i ponad wątpliwość wszelką

przedstawić dowody na swoje istnienie

 

wiedz że można udokumentować wszystko

miłość życie i inne fanaberie tylko po co

 

---którzy przyjdą i tak cię oplują

 

a później

nawet światła - wychodząc - nie zgaszą

 

 

2015

 

 

 

 

 

 

 

 

 

na głodzie

 

jestem wielkim poetą

co przez małe pe i ogromne ego

---zeskrobuje wiersze z waszych

oczu jak ze zdrapek a później

 

recycling

 

oddaję co wziąłem

rzędom dusz srebrzystych

znacząc hologramem swojego obłędu

każde okamgnienie

---

czytajcie uważnie

zanim w was zamieszkam

 

  

2015

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W matni

 

Gdy ktoś wierzy że się komuś ktoś tam przyśni

z niepokojem w przedpokoju obłok chwili

chwyta drżącą dłonią jak przedziwną świętość

i przed sobą samym siebie znów się wstydzi

 

W beznadziejność sytuacji matnie lęku

wiersz rozrzuca jak sztandary samotności

a o zmierzchu niech snu oddech cię nie zmyli

---czas powróci do początku bezsenności

 

Gdy ktoś wierzy że się komuś ktoś tam przyśni

ołtarz wspomnień pielęgnuje łez gonitwą

a tęsknota co odgłosem jest na schodach

nic nie znaczy i zaczyna znaczyć wszystko...

 

2016

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Noli Me Tangere [pamięci Edwarda Stachury]

                                                             

Snu echem przygarniam zwątpienie

na przestrzał przeklinam ślady swoje

---obłoki

co drżącą cięciwą głodu i samotności

upewniają mnie o moim nieistnieniu

 

Się zgubić się szukać i nie znaleźć

---to jak przeniknąć w rozpacz

jak w rozpacz się wtopić

by zapomnieć obłęd na którym stoję

a nade mną sznur

a nade mną twarz twoja wiekuista

a nade mną samym... ja sam przecież jestem

na wzór i podobieństwo

bo jakże inaczej być może Ojcze...

 

Lepiej mi będzie beze mnie

to pewne

to już postanowione bo to się postanowiło

przy pierwszym krzyku nowonarodzonego Ja

---bo To już postanowione zostało przed wiekami

i nie ma od tego odwołania

i nie ma od tego klucza

 

i od tego nie ma ucieczki

 

2016

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Bezmiar 

 

Z marzeń ochłapem w zaciśniętej dłoni

obłok nadziei gaszę czarnym wierszem

z popiołu w popiół cicho łzą się stoczył

feniks co istnieć nie potrafił jeszcze

 

Z ułomną myślą i narodzin piętnem

zwiedzam bezdroża lepkiej bezsenności

a cieniem cienia będąc - niczym więcej

---płynę od końca do początku nocy

 

W bezmiarze smutku tropię swoje serce

---szukam na skrzydłach linii papilarnych

nie byłem słowem - ciałem już nie będę...

i nie wymodlę moich marzeń żadnych

 

2016

 

  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

post mortem

 

na pogrzebie nie pojawił się nikt

z rodziny denata

---był ksiądz

i organista zwany kopidołkiem

który w dni powszednie 

wypruwał sobie żyły 

w kostiumie listonosza

 

no i oczywiście ja

kolekcjoner niepowodzeń 

zapakowany w hebanowy garnitur

przedstawiciel kancelarii 

odszkodowawczej

w mieście X

 

nuda

 

trwała do chwili pierwszego 

ziemskiego uderzenia 

o płytę pilśniową - wtedy to

zacząłem się zastanawiać 

czy od takiego żałosnego odejścia

należy się delikwentowi

jakieś zadośćuczynienie

zacząłem... skończyłem

 ---za późno

 

nie będzie żadnych odszkodowań

zresztą i tak

nie zdołałbym unieść wieka

 

 

2017

 

 

 

 

 

 

 

 

wiersz niedokończony

 

ile nam... jeszcze dobrych dni

i nocy dobrym snem pisanych 

gdy serca jak bezpańskie psy

szukają wierszy z zaklęciami

 

boskie klepsydry gubią czas

w piecu nadziei blask ciemnieje

i to co miało wiecznie trwać

mija wieczności okamgnieniem

---

 

2018

 

 

 

 

 

 

 

 

 

j-23 znowu nadaje

 

jeden sześć zero trzy dwa zero jeden

osiem - tea time - spotkanie promujące 

drugą księgę samouwielbienia

---

bojówka poetycka oddelegowana do akcji

małego sabotażu węszy skandal 

---

waćpan poeta majorowski 

po przedarciu się przez tłum wielbicieli 

[przez te cholerne zasieki...] prostym 

żołnierskim słowem ponownie próbuje 

dokonać rytualnego gwałtu na poezji

---

jeden sześć zero trzy dwa zero jeden osiem 

godzina dziewiętnasta 

plus minus koma trzy i... stała się jasność 

---tym razem to poezja pana poetę 

rytualnie kopnęła w dupę

 

 

2018