x x x [siebie pamiętam...]

 

siebie pamiętam

jak przez mgłę

jak przez krew

z jednym czarnym skrzydłem

niedbale przyszytym

do rękawa wstydu

 

i dom rodzinny pamiętam

jak przez krew

---jak odbicie

w oczach moich złudzeń

bezmyślnie wtopionych

w drżącą cięciwę snu

 

cokolwiek się zdarzy

niech nie będzie prawdą

 

 

2012

 

 

 

 

 

 

 

 

Próba ognia

 

Nie życiu pisany

lecz innym przepaściom

odszukać próbuję

szczątki pępowiny

pośród zabobonów

i dzwonów kościelnych.

 

Aniołom położnym

duszę swoją wyrwać

nie życiu pisaną (lecz innym...).

 

Czas śladów ułomnych

trzeba mi niechybnie

w przedpoczątku zgasić

w przedpoczątku zgliszczach

zgliszczyć przedpoczątek

nie pisany życiu

 

---życiem niepisany.

 

 

2013

 

 

 

 

 

Dekalog pastelowy

 

jeżeli dar nadziei

rzeczą nazwać można...

---

Po pierwsze jest jeden Bóg

Po drugie na dwoje babka wróżyła

Po trzecie jak oznajmia pismo

Po czwarte i czterdzieste

Po piąte Stachury dżinsowy pięcioksiąg

Po szóste i szóste i szóste

Po siódme niewiara w trzynastki potęgę

Po ósme czas mknąć w nieskończoność

Po dziewiąte jak po szóste

Po jedenaste przez piąte

 

na tory

znów mnie pcha dziesiąte

 

2011

 

 

 

 

 

 

 

z okrętu

 

no dobrze

czarcie ślady

nie odnajdą moich oczu

ale myśli...

 

kto myśli ocali

oślizłej maligny

podcinając krwiobieg

---bez pudła

 

nad okrętem moim

kto zjaw cienie zgładzi

gdy boskich posłańców

dawno w pień wyciąłem

 

z bezdechu ampułką

leżąc na pokładzie

tkam wisielczy humor

o zapachu siarki

 

a światło jest obok

 

 

2011

 

 

 

 

 

 

 

 

 

pastel wisielczy

 

deszcz wisi w powietrzu

i ja prawie wiszę

wystarczy kopnąć krzesło

nad którym

człowiek z człowieka

ciemność co z ciemności

wiersz prawdziwy

z wiersza prawdziwego

zrodzony a nie stworzony

---współistotny

 

i wszystko przez Niego się stanie

bo wszystko Jego jest

 

 

 2014

 

 

 

 

 

 

 

x x x [Kimże jesteś...]

 

Kimże jesteś: ty

i ja

kim jestem wobec ciebie

---którego

imię nazwisko adresy...

znaczą moje życie

śmierci prowokacją

kimże jesteś

bracie zwierciadlany

bracie współistotny

obłoku przeklęty

 

 

2015

 

 

 

 

 

 

 

Noc bezpańskich psów

 

Absolut wiedział że jestem słaby

dlatego mnie oszczędził

---dlatego

przeprowadzając środkiem

bocznej uliczki

przystanął nagle i powiedział:

oto twój czas i miejsce tutaj

będziesz się rodził brał swój krzyż

i umierał

 

tak więc rodzę się dnia każdego

- nowego dnia - zdejmuję z wieszaka

swój krzyż - idę - pełznę - płynę...

i pod osłoną nocy - umieram

 

I tak bez końca

---bez końca

 

do początku

 

 

 

2016

 

 

 

 

 

 

 

 

pastel miętowy

  

tobie wieczność pisałem

serca obłokiem

szerokolistnym zapachem szaleństwa

wieczność całą

zamkniętą

w jednym płochliwym słowie

 

---wieczność

to długo... to oceany istnień...

to cień Absolutu

w słowo jedno zaklęty

jak w bursztyn

 

i kiedy biały anioł mówił

-moje serce słuchało

i kiedy czarny anioł milczał

-serce powtarzało białe szyfrogramy

(miserere nobis  miserere nobis...)

 

tobie wieczność pisałem

i miłość moją

---bezsenną

 

 

2016

 

 

 

 

 

 

 

x x x [śnieg...]

 

śnieg

czy z anielskich skrzydeł

pióra wytrącone

srebrną kulą czasu

pod stopy nam rzuca

ktoś kto nie jest bogiem

i szatanem nie jest

ktoś kto zechce wrócić

gdy nadejdzie pora

gdy się mrok wypełni

łzy w oddech zmieniając

 

---śnieg...

z anielskich skrzydeł

pióra wytrącone

 

 

2001 

 

 

 

 

 

 

 

La folie

 

Powiedział Pan: Idźcie i czyńcie sobie

ziemię poddaną Mnóżcie się i dzielcie

in nomine Domini

I tak się stało...

 

---Idziemy i czynimy

mnożenie dzieleniem przeplatając

w bezczasie jałowym a początek  końca

w tej wędrówce i czynach naszych

zaklęty wyryty przepowiedziany

przez proroków Nic to...

 

Idziemy i czynimy w zapętleniu

w rozumu zaniku

w malignie w przerysowanym powrocie

do pierwotnych instynktów

w powrocie do prapoczątku

do przedpójścia i przedczynienia

w groteskowych próbach

wskrzeszania umarłych

i w słowie co ciałem

już nigdy nie będzie prawdziwym.

 

Noc Znikąd pomocy kiedy Elpis w agonii

a mistyk oszalał rozcinając swoje żyły

jak chleba bochenek

I tylko komary przetrwają Tylko komary...

 

jak światłość co w ciemności

 

 

2016

 

 

 

 

 

 

 

 

pastel przypadkowy

 

nic...

nic nie znaczące zdarzenie

przypadkowy dotyk

---słowo

bezszelestne odgarnięcie niesfornego

kosmyka smutku

i nagła cisza

---zdziwienie

przed przedziwnym zjednoczeniem jaźni

 

a później znowu nic...

albo wszystko

albo nagle wszystko co wydawało się

nic nie znaczącym kaprysem chwili

urastać zaczyna

do szerokolistnego dotyku przeznaczenia

---  

przypadkowy dotyk

przed źrenic spotkaniem

przed rozstaniem z cienia

drwiącym ust grymasem

a nagle wszystko

---wszystko albo nic

 

nic wszystko

 

 2014

 

 

 

 

 

 

 

 

 

niech

                 

wchodzenie na pokład

to wiersza początek

jak duszy tresura

---jak

zanurzyć się w sobie

zasnąć albo umrzeć

 

i płynąć donikąd

i światło zobaczyć

i w światło się wtopić

 

jak duszy tresura

jak zasnąć...

 

i wszystko zapomnieć

i nigdy nie wrócić

 

 

 

2000

 

 

 

 

 

 

 

x x x [sny brzaskiem spłoszone...]

 

sny brzaskiem spłoszone

w sepię się wtulają

by powrócić później

wyblakłym obrazem

jak wierszem rozbitym

 

przed nocy sztalugą

 

 

 

2011

 

 

 

 

 

 

 

 

Dybuk

 

Moje ciało zmieniło lokatora

bez światła tunelu bez tlenu odcięcia

---błogiej lewitacji nad bólu ochłapem

i skowytem nocy dławiąc okamgnienie

w którym wieczność cała

gdy ciała zawodność wymienia najemcę

i w sobie się plącze i w sobie się gubi

i plądruje gmachy sennych niepowodzeń

 

II

Niczego nie pamiętam... nie rozpoznaję twarzy

nie szukam a znajduję

znajduję by szukać i niczego nie pamiętać

a przecież...

 

III

Nie wszystkie anioły pozdychały

i serce martwe też nie całkiem

---nie całkiem żywe myśli ciszą opętane

zwiedzają samotność tnąc fałszu krajobraz

na miliony na tysiące na setki

na setki tysięcy obłędnie białych

szklanych procentowych towarzyszek

szaleństwa

 

 

A dybuk patrzy a wieczność ginie

a wieczór skomli i ja

gasząc kłamstwa egoizm rozpaczy fetyszem

(jak się gasi nadzieję

przed nadziei nadejściem

---i wszystko)

i na nic wszystko. A dybuk patrzy

i gówno go to obchodzi!

 

 

2016

 

 

 

 

 

 

 

artefakt

 

serce sobie wyrywasz

---serce i inne podroby znaczone piętnem

czasu i używek

 

wyrywasz myśl i bezmyślne

myśli w słowo przechodzenie

 

sztukę przemieszczania i umierania na żądanie

snu organizacji co oczy zamyka i otwiera

 

ty: obłędu projekcja

pomiędzy łzą przyszłą a tą która spadła

nie kończąc niczego i nie będąc niczym więcej

niż tylko łzą która spadła

 

---zapomnij

 

nie ma snu

i  łez

i ciebie nie ma

 

 

2014

 

 

 

 

 

 

 

 

15521 albo sans l'ombre

 

 Bracie mój

---cieniu

 

Obłoku srebrzysty szerokolistny

a zmarniały bezpowrotnie

Wszechobecny i nieistniejący: Ty

 

Senna marność co z agonii wypełza

---marność moja i nocy...

swym uściskiem wygasza

każdą setną a wiekuistą

każdą setną a nieśmiertelną

każdą setną nad setnymi sekundy

mojej każdą setną ścina

i sepleniąc przez proroków 

niesie rozproszenie

 

Bracie mój...

Jesteś gdzie mnie nie ma

Jeżeli mnie nie ma

i jeżeli jesteś

---do kogo należysz?

 

  

A gdyby jednak...

A gdyby ponad wszelką wątpliwość

Ponad niedoskonałość wszelką wyśniło się

że oto: jestem

i całun mój w innych przestrzeniach

ułomnych ulotnych się tka... jeszcze się tka...

skażony nieskazitelną czernią

o której nic nie wiem

 

Więc gdyby jednak...

 

To jestem bez siebie

To jestem przeciw sobie

To jestem "ja"

i  tylko "ja"

I tylko "ja" ocalało

 

I błądzi tylko "ja"

 

---bez cienia

 

 

2016

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dekapitacja snu

 

Nie dotkniesz jutra Się nie zdarzy

Nie wyśni Bo ono się nie zdarza

Drzwi nie otwiera Nie mówi: jestem

Się nie ujawnia w obłoku Ave

Bo zawsze jest teraz

Bo tu jest zawsze I teraz

Nie tam Nie kiedyś

Bo jutro nie istnieje

Bo nasze pragnienia są ułomne

Bo do siebie daleko Bo wojna

Bo szatanioł w oknie

Bo światłość świata co na tory idzie

i serca skinieniem obłęd obejmując

miłosnym uściskiem

---ginie

 

a wszystko na marne

a wszystko donikąd

a szaleństwem wszystko

 

 

2016

 

 

 

 

 

 

 

Noc: Pętla

 

Ze snu wyrwany wiersza skowytem

oswajam półmrok szyfrem tajnej księgi: Saul

Achitofel Zimri Samson Jezus. Judasz

Iskariota... Ból przeszywający

we mnie ma schronienie i płuca  tlenu nie łakną

octem nasączone Serce Wątroba Trzustka

Nerki Judasz Iskariota... Żałosna atrapa istnienia

zaciska się coraz mocniej

coraz mocniej miażdżąc narządy wewnętrzne

--- duszę

która do miażdżenia nie przywykła

która na miażdżące działanie czynników

zewnętrznych nie zdołała się uodpornić

 

Zimri Trzustka Saul Obłęd Judasz Serce Iskariota...

Od kuchni - przez salon - na balkon 

---wybacz

 Oczy już na bruku płuca na tarasie i od nowa i tak

od słowa i tak po tysiąckroć i tak bez końca

---bez początku

 

 a tam ocalenie

 

 

2016

 

 

 

 

 

 

Noc: Czuwanie

 

---jutro wymodlę się wyszarpię się

od siebie w sobie się uwolnię

gdzie krwi ocean będzie i ja będę

 

z pasem szahida duszy mojej ochłap

czeka na sygnał na okamgnienie

pewność przynoszące

że już że oto: nowe skrzydła rosną

 

---jutro

Absolut wstanie położy dłoń na mojej głowie

i szepnie: jesteś...

 

ból który mnie toczy nie jest z tego świata

i z tego świata nie jest brak wszechmogący

i niepojęty brak

a królestwu jego nie będzie końca

jeżeli jutro nie nadejdzie

 

jeżeli jutro się nie zdarzy

i nie wypełni obietnicy

 

---zginę

 

 

 

2016

 

 

 

 

 

 

 

Noc: Burza

 

 

---zniknąć

zagrzebać się w tej ziemi

się spopielić, zatopić zaginąć bez śladu

bez cienia

ostatni gasząc oddech snu obłok pierwszy objąć

i nie pytać i odpowiedzi nie tropić

i w manowce nadziei nie rzucać

ni siebie nie rzucać w tę przepaść zachłanną

w tę przepaść co duszę drenuje jak wirus

obłędem podszyty

i brakiem wiecznym brakiem

 

---zniknąć

i nie znikać już więcej

odejść by powrócić

do czasu i miejsca

do tego czasu i tego miejsca

do ciszy co przed burzą do domu Ojca

do chwili błogouśpionej

do siebie

 --------------------------------------------

- Słaby jesteś - powiedział Absolut

i po raz kolejny, łaskawie

przymykając oczy

na moją głupotę  - zasnął

 

2016

 

 

 

 

 

 

 

 

 

pastel pośmiertny

 

śnij mnie mój śnie...

tęsknotą nasączona

tak krucha śmierci cząstko

tak zwiewna

że jeden szept wystarczy

jeden roztargniony oddech

by cię zgładzić

---a wtedy

 

wybacz, nie wybaczaj

z nadziei utkane

oczu moich cienie

jak charty

na rozkaz, za tobą wybiegną

w bezsenności otchłań

by nie wrócić

zrozum...

 

nic nas nie ocali!

 

 

 

2006

 

 

 

 

 

 

 

 

pastel przedostatni [satynowy]

 

chciałbym żeby to była jesień

albo zima mroźna świetlna zima

a przynajmniej tak paskudny dzień

że nawet psa z domu...

 

poznawszy jednak złośliwość Jego Jedynego

mogę się założyć że zmiecie mnie

w piękne upalne popołudnie

---pełnia lata a ja w proszku

nonszalancko obijającym się

o cienkie ścianki satynowej urny

 

może jednak nie warto rzeczy ostatecznych

pozostawiać Absolutowi

 

 

 2016

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 ciii...

 

za życia po śmierci

i teraz gdy mogę wybrać

 

wybieram księżyc i Chiny

wybieram obłęd i krwawnik

wybieram srebro

i zapach zielonej herbaty

 

za życia

po śmierci

i teraz...

 

szeptem mnie namaluj

 

 

2001 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

pocztówka z Leslau an der Weichsel

 

w moim mieście czerwonym jak niedziela

na kalendarzu gregoriańskim

poniedziałek wieczny blady poniedziałek

i ludziom w głowach się poprzewracało

---żyją

 

jeżeli tak to nazwać jeżeli tak to rzucić

w moje miasto czerwone jak niedziela

jak krew

 

i buraki

 

 

2015

 

 

 

 

 

 

 

 

z potrzasku

 

utknąwszy na mieliźnie

próbuję rozproszyć oczu zadziwienie

---i lęk przed bezradności mroźnej

chwilą ołowianą co wszechświata echem

we mnie się unosi

jak wszystkie dobre uczynki

których zaniechałem śniąc szerokolistne

istnień pożegnania i wiarę

w ciszy ciepły płomień

 

  

2012

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Credo w akrylu

                 

Wierzę w święty

powszechny i apostolski

który sieciówką jest

---jak Zara

skąd na Boga promocje

i grzechów odpuszczenie

 

Wierzę w nadzieję

i chodzenie po wodzie

i trunków przemianę

i w co ja jeszcze wierzę...

 

i jakich brzytew szukam?

  

 

2013

 

 

 

 

 

 

 

 

 

z dróg krzyża

 

jak mam was pożegnać

jak objąć i zgasić

jak siebie ratować

przed słowa nadejściem

przed powrotem słowa

---przed ust egzekucją

 

przepływanie przez ściany

i sztuki magiczne

gdzie sam kuglarz nawet

byłby przerażony

 

przepływanie przez ściany

nie spłoszy wszechświata

waszych cierpkich źrenic

we mnie zatopionych

---za późno

nocy się wyrzekam

 

niech brzask w brzask przechodzi

i kuglarz w kuglarza z bogiem...

z bogiem mój szatanie

i z szatanem boże

 

bądźcie pozdrowieni!

 

2013

 

 

 

 

 

 

 

 

x x x [kto życie wybiera...]

 

kto życie wybiera

umrzeć przecież musi

musi się ze śmiercią

stopić i pojednać

 

kto życie wybiera nie wybiera siebie

lecz tych co go tworzą

aby mógł przed sobą siebie rozpoznawać

z piętnem wiekuistym wszechświata sieroty 

kto życie wybiera

 

---siebie stracić musi

 

 

 

2015

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

bête noire

 

Deszcz Cmentarz

Czas przeszły i konwalie

Bezbłędnie obłędna samotność

okryta majowym zwątpieniem i ciszą

 ---martwą ciszą

 

co wiosny lubieżność kaleczy

i słowem gasnącym

wciąż z cienia powstaje

 

Jak wiele trzeba przyjąć

boleśnie celnych ciosów

od rozedrganych istnień

rzuconych pod powieki

---jak wiele

od deszczu krwawych kropel

by zetrzeć z ust zwątpienie

 

i siebie oswoić

 

 

2016

 

 

 

 

 

 

 

 

tabletki na niepamięć

 

Tak oto: ciemnieje

co ciemne nie było

 

Zrodzone a nie stworzone

---współistotne

gdy krew swój bieg wstrzymuje

a dusza się wyrywa

jak ptactwo uwięzione

---do światła

do Słońca Jowisza Saturna…

do światła skąd ciszy obłoki

jak bańki mydlane

unoszą się myśli skinieniem

i nie giną

 

Nic więcej nie będzie

---będzie teraz Wszystko

 

 

2016

 

 

 

 

 

 

 

na moim okręcie

 

na moim okręcie nie ma steru

---są żagle

utkane z czarnych myśli

i szubienica jest na moim okręcie

o brzasku wypowiadam wojnę

stygmatom co zabliźniają się

nazbyt głośno

 

 

 

2000

 

 

 

  

 

 

 

 

 

tak

 

czasami  brzask

rozkwita w środku nocy

a wtedy ludzie

mówią językami aniołów

---tak to sobie wyobrażam

 

tak wyobrażam sobie śmierć

i miłość

 

 

2016

 

 

 

 

 

 

 

 

bezczas [pastel ostatni]

 

 jakże zimno...

i cicho

nie ma szeptu oddechu

skrzydeł szelestu ni serca skowytu

wyśnionego rzęs splątaniem

gdy łza

 

jakże zimno... anielski orszak

nieudolnie przemyca sumienia wyrzut

bo jak tak można bo tak nie wolno

bo nie odchodzi się w ten sposób

bo pożałujesz

 

---nie żałuję

i chociaż nie wyrzekam się

zapachu siarki i kadzidła

siebie i wszystkich rzeczy

widzialnych i niewidzialnych

i chociaż nie wyrzekam się

to nie żałuję że przeminą

i nie będzie szeptu oddechu

ni snów rozedrganych

---będzie bezczas

 

i cisza

                                                          

 

 

2016